Pociągiem przez Zawadę do okupowanego Zamościa. Wspomnienia Stanisława Kucharskiego

1178: Zbiór fotografii, sygn. 49 – Pociąg pasażerski na zakręcie przed skrzyżowaniem z ul. Partyzantów w Zamościu, l. 60. XX w., seria 9
Historia kolei zapisana jest nie tylko w dokumentacji technicznej, rozkładach jazdy czy aktach pracowników. Odnajdujemy ją również w pamiętnikach, rodzinnych wspomnieniach i relacjach z podróży. Dworce i wagony były świadkami codziennych wyjazdów, spotkań i pożegnań, ale w czasie wojny stawały się także miejscami strachu, niepewności, ucieczki i powrotu do najbliższych.
Jedną z takich podróży opisał Stanisław Kucharski. W swoim pamiętniku wspominał powrót do okupowanego kraju, podróż pociągiem do Zawady, dalszą drogę do Zamościa oraz pobyt w Monastyrku w okresie poprzedzającym wysiedlenia ludności Zamojszczyzny. W relacji pojawia się również jego szwagier Władysław Jan Kozłowski, przedwojenny prezes Sądu Okręgowego w Zamościu.
Tekst pamiętnika udostępnił Archiwum Państwowemu w Zamościu pan Stanisław Kucharski, wnuk Stanisława Kucharskiego.
Powrót do Zamościa
„Wysiedliśmy z tego obrzydliwego wagonu i znaleźliśmy się w schludnie utrzymanym dworcu kolejowym, gdzie mieliśmy czekać na pociąg odchodzący do Zawady, skąd już własnym przemysłem trzeba było dostać się do Zamościa. Nie tutaj jednak był kres naszych prywacji. Około godziny 21:00 zjawiło się na sali dwóch esesmanów, którzy bezceremonialnie kazali nam wyjść przed dworzec i pod siąpiącym deszczykiem czekać do rana na przybycie pociągu. Przesiedzieliśmy więc całą noc. Szczęście, że deszcz wreszcie ustał i mogliśmy trochę obeschnąć. Wreszcie długo oczekiwany pociąg nadszedł, otworzono drzwi i kazano nam maszerować do pociągu, gdzie ulokowaliśmy się już w wagonie 3 klasy (2 klasa była „nur für deutsche”). Kiedy pociąg ruszył zaczął się w wagonie dziwny ruch, co jakiś czas przechodzili różni młodzieńcy i mówili o przygotowującej się łapance na najbliższej stacji. Toteż jeszcze w czasie ruchu pociągu zaczęło się wyskakiwanie młodych z wagonów. w każdym bądź razie do stacji nie dojechali. Z okien wagonu nie można było zauważyć na stacji żadnego specjalnego ruchu, stąd też nie mogłem stwierdzić, czy łapanka była. Nareszcie około południa wysiedliśmy w Zawadzie. Szczęśliwy traf zdarzył, że nadjechała z Zamościa dorożka i po wysadzeniu pasażera zabierała się do powrotu. Podszedłem więc do dorożkarza i za umówione kilkadziesiąt papierosów dowiózł nas do młyna Badziana w Zamościu”.
Fragment pamiętnika przytoczono w oryginalnym brzmieniu, z zachowaniem pisowni, interpunkcji, składni i słownictwa autora. Wprowadzono jedynie podział na części i akapity dla ułatwienia lektury.

1170: Akta osób i rodzin, Akta Stanisława Kucharskiego, poz. 34 – Władysław Kozłowski, po 1945 r. były prezes sądu okręgowego w Zamościu, spis roboczy nr 1 z 2023 r.
Okupacyjna codzienność
„Okupacyjny Zamość robił okropne wrażenie. Pełno kręcących się Niemców w mundurach robiło wrażenie, że miasto jest pod okupacją. Dojeżdżając do miasta spotkaliśmy grupę mężczyzn, wyłącznie blondynów, którzy mieli na rękawach gwiazdy syjońskie. Zapytany dorożkarz odpowiedział, że są to czescy Żydzi na robotach. Do takiego widoku wzrok nasz nie przywykł jeszcze. Wreszcie minęliśmy sąd wraz z dawnym mieszkaniem prezesowskim szwagra Kozłowskiego i dojechaliśmy do młyna. Tak się dobrze złożyło, że w dniu naszego przyjazdu odstawiał Władek do Zamościa kontyngent zbożowy z Monastyrka. Spotkaliśmy się z nim przy wejściu i radosnym powitaniom nie było końca. Wkrótce też końmi Władka pojechaliśmy do Monastyrka. Wysiadając przed domem pierwszą osobą, z którą spotkaliśmy się była Janka (moja siostra), a za chwilę zza domu wyszedł Wojtuś, którego w pierwszej chwili nie poznałem, tak chłopczysko wyrósł i zmężniał. Powitaniom jedynaka nie było po prostu końca, boć przecież widzieliśmy się po trzech latach nieobecności w strasznych wojennych czasach. Za chwilę witaliśmy się z mamą, najlepszą opiekunką Wojtusia, pod opieką której przebywał w okresie naszego rozstania.
Rozpoczęliśmy więc po powrocie z zagranicy nasz ponowny pobyt w Polsce. Warunki materialne były dobre. Mieszkaliśmy w ładnym, murowanym dworze i, co najważniejsze, wśród najbliższych. To była poezja, jak wyglądała proza? Około godziny 22:00 usłyszeliśmy nagle szereg strzałów pistoletowych. Okazało się, że to jakaś wiejska warta niemiecka, dla dodania sobie odwagi, urządziła pukaninę przed naszym domem. Następnego dnia poszedłem w pole, aby nadzorować kopanie ziemniaków. Było zatrudnionych przy tej pracy kilkadziesiąt kobiet. W pewnej chwili wyjechały zza góry trzy samochody ciężarowe z policją granatową, która ni z tego, ni z owego oddała kilka strzałów z karabinów. Spojrzałem na widoczną ode mnie sąsiednią wioskę. Po strzałach zaobserwowałem duży ruch na ogrodach wiejskich, szczególnie młodych ludzi, jak to się później okazało granatowa policja (dawna nasza państwowa) jechała do Sulmic na łapankę, chcąc zaś o tym uprzedzić mieszkańców oddała kilka strzałów karabinowych, ale po odjeździe policji na polu z kartoflami nie było już żywej duszy. Wszystkie kobiety uciekły do pobliskiego lasu i tam się pochowały. Robota była już na dzisiaj skończona, aczkolwiek dobiegało dopiero południe”.

1178: Zbiór fotografii, sygn. 13 – Stacja kolejowa w Zamościu zniszczona przez Niemców, ok. 25 VII 1944 r., autor NN, seria 9
W obawie przed wysiedleniem
„Dzień do dnia był podobny do siebie jak dwie krople wody. Niekiedy zjawił się jakiś urzędas niemiecki, co zawsze wywoływało jakiś popłoch, z uwagi na dawne, przedokupacyjne wysokie stanowisko w sądownictwie mojego szwagra Kozłowskiego. Jesień wielkimi krokami postępowała naprzód. Dnie były jeszcze ciepłe i pogodne. Na Wszystkich Świętych poszedłem do kościoła bez okrycia, ale wieczory stawały się coraz chłodniejsze. Zaczęły nas trapić pogłoski o szybkim wysiedleniem Monastyrka. Pogłoski te zaczęły przybierać na sile. W związku z tym skomunikowaliśmy się z ciocią Bohlenową, która przyjechała do Monastyrka, aby zabrać babunię do Tomaszowa. Chodziło głównie o to, żeby wiekowej osobie oszczędzić przykrości wysiedlenia i ochronić ją przed nieznanym. Pożegnaliśmy drogą mamę i teraz już spokojniej czekaliśmy na to, co nam przyniesie los. Któregoś dnia Władek dostał od kogoś świadomość, że wysiedlenie ma nastąpić w najbliższych dniach. Obawiając się szczególnie o los Wojtunia (Niemcy zabierali dzieci i młodzież do Vaterlandu w nieopalanych wagonach towarowych, co powodowało nie tylko ciężkie schorzenia) wyruszyliśmy końmi z Monastyrka do Tomaszowa. Wóz drabiniasty, którym jechaliśmy, załadowany był po brzegi. Był tam nie tylko ogromny dywan, który zwisał z wozu i inne rzeczy z urządzenia domowego Kozłowskich, ale i zakazane do przewozu mąka, cukier i inne spożywcze artykuły, przewóz których groził śmiercią. Przeżegnawszy się przed drogą wyruszyliśmy w nieznane zatroskani losem Kozłowskich no i własnym. Jadąc do Zamościa mijaliśmy dosłownie setki chłopskich furmanek załadowanych tobołami i z rzadka towarzyszących wysiedleńcom konwojujących żandarmów. Szczęśliwie nikt nas po drodze nie zaczepiał i dojechaliśmy bez przeszkód do młyna. Gościnni gospodarze przenocowali nas u siebie i po obfitym śniadaniu opuściliśmy Zamość. Trzeba było zmienić konie, zmiana w zaprzęgu polegała na tym, że do naszego wozu zaprzęgnięto młyńskie konie i dano furmana z młyna. Widocznie tylko dzięki temu dojechaliśmy szczęśliwie na miejsce, bo zarówno woźnica i jego konie były dobrze znane organom bezpieczeństwa niemieckiego. Skręcając do cioci spotkaliśmy ją na ulicy. Przyspieszyła kroku i po serdecznym powitaniu weszliśmy do jej mieszkania, w którym mieszkała z babcią Rogóźnieńską i Jurkiem, oraz z naszą babunią. Już po paru dniach dostaliśmy w tym samym domu dwa pokoje z kuchnią, co w czasie wojny było nie lada wyczynem”.

1178: Zbiór fotografii, sygn. 42 – Pożegnania na dworcu na trasie Zawada – Włodzimierz, l. 30. XX w., seria 9
Podziel się kolejową historią swojej rodziny
PKP S.A. wraz z Archiwami Państwowymi zapraszają do udziału w ogólnopolskiej akcji „Pamięć Kolejowych Pokoleń w Archiwach Państwowych”, organizowanej z okazji 100-lecia Polskich Kolei Państwowych w Roku Polskiej Kolei.
Celem przedsięwzięcia jest zachowanie pamięci o kolejarzach, ich rodzinach oraz historii polskiej kolei poprzez gromadzenie prywatnych pamiątek, dokumentów, fotografii i wspomnień związanych z kolejnictwem. Każda przekazana pamiątka może stać się cennym źródłem wiedzy dla przyszłych pokoleń oraz częścią narodowego dziedzictwa archiwalnego.
Do Archiwów Państwowych można przekazywać między innymi:
📷 fotografie i albumy rodzinne,
📄 legitymacje służbowe i dokumenty kolejowe,
🎫 bilety, rozkłady jazdy i mapy,
📬 pocztówki, plakaty i wydawnictwa,
🎥 nagrania audio i wideo,
📖 wspomnienia, pamiętniki i relacje związane z koleją.
Przekazane materiały zostaną profesjonalnie zabezpieczone, opracowane i udostępnione przyszłym pokoleniom. Ich cyfrowe kopie będą publikowane w serwisie Szukaj w Archiwach.
Akcja trwa do 2 października 2026 r.
W sprawie przekazywania pamiątek rodzinnych związanych z polskimi i światowymi kolejami prosimy o kontakt:
Ewelina Nawrocka
starszy archiwista
Archiwum Państwowe w Zamościu
tel. 84 639 23 35 wew. 25
e-mail: enawrocka@zamosc.archiwa.gov.pl

1178: Zbiór fotografii, sygn. 47 – Stacja kolejowa w Zamościu, widok z peronu w kier. ul. Szczebrzeskiej, l. 50. XX w., seria 9
tekst Ewelina Nawrocka
Share this content:






